No i jesteśmy! Mimo niekoniecznie pięknej pogody nie poddaliśmy się tak łatwo :)
Na start
Sobotnie poranek nie był zachwycający- w nocy lało i nad nami przeszła gwałtowna burza. Nie poddaliśmy się! Spakowaliśmy się, wpakowaliśmy kajak na busa i pojechaliśmy do Lipusza- stąd zaczęliśmy nasz pierwszy w życiu spływ kajakowy :)
Przedtem oczywiście pływałam kajakiem, ale tylko po jeziorze. Teraz uważam że takie pływanie to tylko marnowanie sprzętu.
Widoczki zachwycały swoją różnorodnością. Woda pięknie przezroczysta, dno pokryte żółtym piaseczkiem i roślinnością. I że to w Polsce? Już przed paru laty zwątpiłam w nienaruszalność środowiska naturalnego- a jednak jest inaczej ;) Wybór właśnie tej rzeki uważam za trafiony, chociaż nie ukrywam że najgorsze co mogło nas spotkać to jezioro we Wdzydzach Kiszewskich. Niestety nie mam z tego obszaru zdjęć- z resztą czemu się dziwić, fale nie pozwalały nam normalnie płynąć i pozostać suchym, a co dopiero marzyć o wyciąganiu aparatu w tak nieprzyjemnych warunkach. Ale żadna porażka nie przyćmi tego co dostaliśmy w zamian po przepłynięciu jezioro. Nagrodą była Wda płyciutka, sympatycznie skalista z pełną gamą niespodzianek, dobry nurt i odrobina słońca :) I tak przez ostatnie dni- przed siebie, bez konkretnego celu.
Chociaż zdarzył się przypadek, że dopłynięcie do pola namiotowego- jakiegokolwiek było lekkim wybawieniem (a zaciągało się na deszcz i burzę). Zdesperowani przybiliśmy do jakiegoś pola, które wnosząc po zapachu i rozciągniętym pastuchu było najprościej w świecie pastwiskiem dla krów. Piotrek zmęczony po walce z podwójnym mulistym dnem i wyciąganiem buta z mułu, poszedł pytać gospodarza o to czy moglibyśmy się rozbić właśnie na tym polu, bo wnosząc po przewodniku do najbliższego normalnego postoju jeszcze ładne parę km. Ja nie ukrywając swojego lekkiego załamania usiadłam i czekałam na cud. Aż tu w połowie drogi Piotrek z uśmiechem na twarzy zawraca i krzyczy że za zakrętem jest duże i ładne pole namiotowe! ;) Dostaliśmy ładnego kopa by dopłynąć do tego miejsca i raz dwa rozbiliśmy się już w dobrym miejscu.
I tu właśnie muszę (ale to bardzo muszę) wspomnieć o moim rozczarowaniu przewodnikiem. Za dużo opisów wiosek, za mało konkretów- po co mi wiedzieć w którym roku miasto dostało swoje prawa, skoro nie jest napisane gdzie konkretnie będę mogła się rozbić! Dużo przeszkód na które była bardzo zwrócona uwaga było nieaktualnych (bo akurat takie rzeczy zmieniają się wraz z poziomem rzeki, ale przewodnik niestety tego nie zaznacza w swoim opisie). Co do przenosek to bez wątpienia był w 100% idealny, aczkolwiek szkoda że mimo naznaczenia jakiejś miejscowości w tekście nie była już ona zaznaczona na mapie. I bądź tu mądry i określ swoje położenie :) Dużo miejsc postojowych w ogóle nie było ujętych, co jest kolejnym minusem. Niestety widać, że nikt nie skupił się nad jednolitością. Ale mimo wszystko daliśmy radę! Co śmieszne, w odczytywaniu mapy sami sobie okazaliśmy być lepszymi przewodnikami niżeli jedna ze zorganizowanych grup kajakarskich ;)
Podsumowując
Jakkolwiek człowiek by się nie nastawiał jest kilka żelaznych zasad przygotowania się do takiego spływu. Co najważniejsze porządna kurka przeciwdeszczowa i czapka. Ja takowej kurtki nie posiadałam i stąd dostałam ostro po kości (i po nosie, bo katar już dał o sobie znać). Buty w których bezpośrednio można wyjść z kajaka (np. sandały- chociaż moje ciągle mokre w chłodzie nie były zbyt przyjemne), bo w końcu nigdy nie wiadomo kiedy okazja do wysiadki na rzece się przydarzy ;) No i inne bardziej oczywiste o których pisać zapewne nie trzeba… np. zapas dobrego humoru, bo go w kajaku nigdy za wiele :)
I czy polecać? Oczywiście że tak! Mimo stopnia trudności określanego w skali od 1-4 na 2 uważam że każdy kto posiada zdrowy rozsądek da radę przetrwać na tej rzece. A co do wywrotek, to naprawdę trzeba bardzo się postarać by do nich doszło :) W naszym przypadku takowych było brak ;)
Komu w drodzę temu Wda. Mam nadzieję że mój następny spływ jeszcze w te wakacje, bo do października daleko ;)
Więcej zdjęć już niebawem w Galerii.
Oficjalnie od 15:30 dnia dzisiejszego mogę odetchnąć z ulgą… praktyki już za mną. Szczerze? Brak słów. Niestety żalu do nikogo mieć nie mogę, bo i tak mi za to zapłacą, a wszystko było załatwiane po znajomości. Więcej zapewne napiszę dopiero wtedy kiedy ochłonę i będę w stanie napisać obiektywną opinię o moim wydziale. Ale oficjalnie jedno mogę napisać, to były złe dobrego początki! ;)
Ach i uch, sama w to uwierzyć nie mogę że już jutro 1 sierpnia i można zacząć wprowadzać te wszystkie marzenia w życie. Planów na spędzenie czasu było (i jest wiele)…
To zapewne zaskakujące że dopiero w ostatni piątek maiłam okazję po raz pierwszy obejrzeć ów film. Zapewne fabuła nie była genialna, jak to bywa już w produkcjach naszego pochodzenia, jednak przesłanie mogłoby być ciut większe.
W czasach pełnej komercjalizacji, dostępu mediów do wszystkiego i wszystkich chyba zatracamy granice pomiędzy faktem a mitem. Ilu z nas w 99% wierzy temu co napisze nasza ulubiona gazeta. A przecież wierzymy jej, bo jest ulubiona i inne już pisać prawdy nie muszą. Moja prawda jak zwykle jest mojsza tylko i wyłącznie dlatego że inaczej być nie może?
Jak zwykle wystarczy zerknąć na media świeżym okiem. Obiektywizm co prawda w dzisiejszych czasach jest dość mało znanym pojęciem, ale spójrzmy na ten przykład…
Otóż w w pewnym artykule o Josefie Fritzlu zaznaczono fakt, że Austria może jeszcze nie rozliczyła się z nazizmu- temat wiadomy. Gazeta doszukuje się podstaw dla zachowania Pana F. Przy czym żeby wyczytać już w którejkolwiek z gazet że J.F. był głęboko wierzącym żydem nie dowiemy się już nigdzie! Przynajmniej Google nie pomogło mi w żaden sposób odnaleźć wiarygodnego artykułu obiektywnie oceniającego wyznanie polityczne i religijne Austriaka…
W ten sposób stworzył się chory stereotyp, wizja nie tylko jednej osoby, czy rodziny, ale całej narodowości która z góry została obsypana zarzutami sięgającymi nie wiadomo jakich korzeni. I to wszystko zasługa mediów.
Na podobne “halo” napotkałam ostatnio w lokalnej darmowej gazetce. Tylko że gazetka jakoby bała się napisać gdzie i przez kogo sztandar o haśle “dzięki ci boże że go od nas już zabrałeś” został pokazany. Oczywiście człowiek niech sobie sam dopowie, co by powściekać się na społeczeństwo, a raczej jego głupotę. Reszty można było doczytać się w innej prasie gdzie opinia już była znacząco subiektywna.
Nie, ja w żaden sposób nie popieram ani nie zaprzeczam powyższym przypadkom. Po prostu pokazuję jak wiele nam brakuje do stworzenia obiektywnej opinii na wiele tematów. Jak to media na tacy podają nam wyznanie, przekonania polityczne i wiele innych znaczących elementów , przy czym w większości ‘my’ łatwo z tego korzystamy i czynimy to co dla człowieka najprostsze- bierzemy, czerpiemy i tym żyjemy.
A może to jest jedna wielka gra, która przyciąga do siebie gapiów? Gazeta przez gazetę, program przez program, człowiek przez człowieka. Wielka sztuczna gra na pokaz, dla zdobycia najlepszej oglądalności… Może po prostu warto obejrzeć Teleexpress, gdzie wszystko pokazane jest w wielkim skrócie. Wnioski powyciągać samemu i pozostawić całe tony zbędnych informacji dla tych co chłoną wszystko jak gąbka.
Drugie Truman Show?
Sześć last szkoły podstawowej i trzy gimnazjum (razem sześć świadectw z czerwonym paskiem) i do tego trzy lata szkoły średniej. Matura zdana w stopniu bardzo zadowalającym. Trzy lata studiów na jednej z najlepszych Trójmiejskich uczelni i co… i na praktykę przez 8 godzin przyszło mi rozklejać koperty i dzielić na 5 kupek.
Nosz k**** mać ja p******
Przynajmniej wiem czego w życiu robić już nigdy nie chcę… Dobranoc.
<–! chwila dla marudzenia !–>
Dokładnie, tak jak w nagłówku. To były ciężkie, podłe i najgorsze 3 tygodnie w moim całym i dotychczasowym studenckim życiu. Trzeci rok (NA SZCZĘŚCIE!) dobiega końca… oficjalnie już jutro o 11 będę wolnym studentem z zapasem paru wolnych miesięcy na lenistwo! Paru, bo jak zwykle obudzę się gdzieś koło stycznia na następną sesję ;)
<–! chwila dla chwalenia !–>
Mimo tego że wyprówałam się psychicznie i fizycznie indeks został zapełniony do przedostatniej rubryki. Amen! Od października oficjalnie będę na wybranej i niby upragnionej specjalizacji zwanej Matematyka Finansowa.
Po za tym jak już miałam okazję kiedyś wspomnieć dostałam się na praktykę. Millenium Bank S.A. w Gdańsku wita!
<–! chwila na refleksje !–>
Niby ładnie pięknie, ale wszystko to zaczyna mi jakoś przypominać że czas jak zwykle pędzi jak głupi. Nadchodzący czwarty rok, oficjalna praca w kierunku i brak ochoty na marnowanie życia w wirtualnym świecie to zapewne widzialne symptomy tego co nieuniknione…
<–! na zakończenie !–>
Ale nie o to chodzi by się czymkolwiek teraz przejmować :) Szczerze? Cieszę się jak głupia do sera z tego że już jutro, że po jutrze, że przez ten najbliższy czas będzie mój, a nawet nasz :) Kajaki, wyjazdy, przejażdżki, piwo, wino, wódka… :D
Ach…
Żyć nie umierać.
Witaj na mojej stronie! To miejsce jest moim ogródkiem, moim pamiętnikiem a czasami formą ekspresji. Jeżeli jesteś tu pierwszy raz, to zapraszam Cię do poświęcenia chwili i zostawienia komentarza. Jeżeli chcesz się dowiedzieć o mnie czegoś więcej, zapraszam Cię do strony About. Możesz też się ze mną skontaktować poprzez e-mail, IM i tym podobne. Miłej lektury!