kierowco!

O tych czasach wiele opowiedzieć nie mogę. W zasadzie to „poszczycić się” mogę jedynie faktem, że żyłam w nich całe 3 beztroskie lata. Beztroskie? Bo jak na kogoś kto urodził się w 86 roku pamiętać nic nie mam prawa.

Rozbawił mnie parę lat temu fakt, jak „znajomy” pochodzenia tureckiego zapytał mnie czy ciężko żyje się nam w PRL-u (a było to zapewne jakoś w wieku XX) :) Niestety jak na kogoś kto pochodzi z kraju, który pragnie wstąpić do UE wiedzą nie błyszczał… ale mógł pofatygować się przeczytać chociażby to, co o tych dziwacznych latach pisze Wikipedia.

Tak czy siak chciałam opowiedzieć wam historię mojego przyjścia na świat (opowiedzianą przez moich rodziców) – wbrew pozorom ma ona bardzo duże znaczenie w tym temacie.
Od czego by tu zacząć…

Kto żył ten wie (a ja wiem jedynie z relacji), że PRL to takie specyficzne lata w których kupowano rzeczy nie tylko na kartki, ale i sformułowanie zakupy wiązało się z obrzędem paruset metrowych kolejek oraz wpatrywaniem się w sklepowe pustki. Raz na jakiś czas na tych nieszczęsnych półkach pojawiały się dość ciekawe towary w postaci telewizorów, lodówek a nawet i pralek. Fart czy nie fart chciał, że ze względu na zbliżające się święto majowe (przypominam że przenosimy się do 1986 roku) wiadomo wszem i w obec było, że na wiecznie w.w. półkach (a może wietrznie?) ma pojawić się tzw. sprzęt AGD. Szaleństwo i determinacja mojego taty była na tyle ogromna, że poprosił on swoją matkę (a moją babcię), o to by skakała od sklepu do sklepu w poszukiwaniu pralki! Tego czasu moi rodzice świeżo wprowadzili się w okolice w których mieszkam do dziś, zaś ja byłam wtedy 8,5 miesięcznym maleństwem w brzuszku mojej mamy.
Ale wracając do pralki… zatem było o co walczyć prawda? Okazało się że babinka upatrzyła świeżutką i pachnącą praleczkę firmy Polar (z resztą identycznej jak na obrazku z Wiki)! Jedynym warunkiem było to, że zostanie ona wyniesiona ze sklepu w przeciągu dwóch godzin.
Jako że mój tata pracował w tamtych latach w tzw. przemysłówce, więc poprosił kierownika o zwolnienie z pracy na symboliczną godzinę oraz o firmowy transport. Akcja odnosiła szybki sukces rach bach pralka ze sklepu i do domu. Tata mój niestety nie miał za dużo czasu i tak jak wniósł z kolegą pralkę tak ją postawił… na samym środku przejścia pomiędzy wszystkimi pokojami mieszkania.

Niestety lata o których piszę miały też taki minus, że moja mama podczas ciąży nie mogła sobie pozwolić na tzw. macierzyńskie. Pech czy nie pech chciał, że po powrocie z pracy do domu mama sama nie była w stanie przesunąć pralki, a przeciśnięcie się do pokoju… spowodowało odejście wód! Telefon (od sąsiadów oczywiście) i taksówką do szpitala. I tak oto, na kilka dni przed majowym świętem o 22:03 przyszłam na świat ja ;)

Wiem, wiem… przeciągałam. Historię jednak uznałam za zabawną i godną pewnej wzmianki. Zatem byłam 2 tygodniowym wcześniakiem (całym i zdrowym) tylko dzięki pralce Polar PS 663 P, która oczywiście dzielnie prała wszystkie moje tetrowe pieluchy ;)
Może nie tylko ja mam tak dziwaczną opowieść? ;) Jak zwykle nie spodziewam się cudów, ale spróbować nie zaszkodzi.

I kilka ciekawych adresów związanych z tematem:
Zdjęcia i filmy PRL
Muzeum dobranocek PRL-u
Prototypowe i seryjne auta PRL-u