Otóż cisza przez parę ostatnich dni wynikała czysto praktycznie z mojego rozbijania się po świecie ;) Tym razem padło na Hamburg i nie był to czysty przypadek, lecz zaplanowana wizyta rodzinna. Ale co by nie było kawałek miasta zobaczyłam (co prawda po raz drugi, ale równie sympatyczny).

Do…
Podróż w cztery osoby w pięcioosobowym Matizie nie była szczytem fantazji, jednak nikt nie narzekał. Jedynie do czego można było mieć żal to do stanu polskich dróg, nadmiernej ilości znaków (niekoniecznie potrzebnych), nieoznaczonych drogach i nie wiadomo czemu dziwnych ograniczeń. Jazda po stronie niemieckiej była czystą przyjemnością- w tym kraju najwyraźniej istnieją tylko obwodnice i autostrady (i chwała mu za to!). Co śmieszna czas przejazdu 400km był o 1,5h krótszy niżeli tych 300km po naszej stronie- warto by było przemyśleć ten temat.

Europejskie obyczaje
Ukryć nie mogę, że ani niemiecki ani Niemcy do moich ulubieńców nie należą, stąd generalnie wolałam unikać spotkań pierwszego stopnia w rozmowach. Zauważyłam również że sami ‘germani’ stronią od nauki angielskiego, bo sporadycznie udało nam się dostać odpowiedź na zadane pytanie, nawet w pizzerni w centrum miasta. Odpychające również były etykiety i informatory w języku niemieckim- czyli kompletny brak otwartości na turystów.

Hamburg tak jak ogromny tak samo piękny :) Nie mogę ukryć, że architektura zachwycająca, zaś pomysły wplatane w wielkomiejską dżunglę pięknie dodają uroku temu rozbudowanemu miastu. Zapewne żeby uwierzyć w moje słowa trzeba by zobaczyć to wszystko na własne oczy, jednak postanowiłam wam to jak zwykle uprościć i dodać kolejną galerię w albumie ;)

5 dni zleciało jak szalone, lecz czas wracać do listopadowego świata na powierzchni…

PS Nawiązując do wpisu o przedwczesnym świątecznym szaleństwie- teraz jestem pewna że przyszło to do nas z zachodu. W Niemczech święta na każdym kroku.