Czasami nie wiadomo co lepsze…
mieć wyrzuty że się uczyło i nie zaliczyło,
czy mieć wyrzuty że się nie uczyło i nie zaliczyło?
Prawdopodobnie jedno i to samo, ale w końcu to ja tu znam się na tym najmniej…
Czasami nie wiadomo co lepsze…
mieć wyrzuty że się uczyło i nie zaliczyło,
czy mieć wyrzuty że się nie uczyło i nie zaliczyło?
Prawdopodobnie jedno i to samo, ale w końcu to ja tu znam się na tym najmniej…
Najwyższa pora dać spokój ironii, sarkazmom i wszelkiego rodzaju marudzeniom. Najwyższa pora wziąć się w garść, otrzepać z jesiennych liści i napisać coś… lokalnie pozytywnego ;)
Otóż wieczór sponsorowany przez wszelkiego rodzaju bóle głowy i ząbków sprawił, że natrafiłam na stronę społecznościową na MyBlogLog poświęconą Trójmiastu. Co prawda nie jest ona szalenie popularna, jednak utwierdzając się w wiecznym przekonaniu, że skoro w dalszym ciągu do wirtualnego świata należę, to kawałek wirtualnej przestrzeni mogę poświęcić na zachęcenie do “łączenia się”. A nóż widelec…
Zaś autorowi gratuluję pomysłu!
Kolejnym miejscem o którym wspomnieć muszę jest blog- Wolne Miasto Gdańsk. Jako że z Gdańskiem związana jestem bardzo ze względu na studia, pragnęłam być “na bieżąco” w drobnych informacjach. Zapewne zaczytywanie się w trojmiasto.pl dostarczyłoby wielu więcej newsów, jednak postanowiłam się skupić na czymś… właśnie takim :) Może to zaskakujące ale wolę czytać o pomalowanych ławkach na Zaspie niżeli o wiecznych walkach drużyn piłkarskich.
(…)
Stwierdziłam że jestem beznadziejna w zakańczaniu swoich wpisów.
Póki co poszukiwań równie ciekawych zakamarków nie kończę i jedyne co pozostaje mi to zachęcić do czynnego skakania po sieci ;)
Otóż cisza przez parę ostatnich dni wynikała czysto praktycznie z mojego rozbijania się po świecie ;) Tym razem padło na Hamburg i nie był to czysty przypadek, lecz zaplanowana wizyta rodzinna. Ale co by nie było kawałek miasta zobaczyłam (co prawda po raz drugi, ale równie sympatyczny).
Do…
Podróż w cztery osoby w pięcioosobowym Matizie nie była szczytem fantazji, jednak nikt nie narzekał. Jedynie do czego można było mieć żal to do stanu polskich dróg, nadmiernej ilości znaków (niekoniecznie potrzebnych), nieoznaczonych drogach i nie wiadomo czemu dziwnych ograniczeń. Jazda po stronie niemieckiej była czystą przyjemnością- w tym kraju najwyraźniej istnieją tylko obwodnice i autostrady (i chwała mu za to!). Co śmieszna czas przejazdu 400km był o 1,5h krótszy niżeli tych 300km po naszej stronie- warto by było przemyśleć ten temat.
Europejskie obyczaje
Ukryć nie mogę, że ani niemiecki ani Niemcy do moich ulubieńców nie należą, stąd generalnie wolałam unikać spotkań pierwszego stopnia w rozmowach. Zauważyłam również że sami ‘germani’ stronią od nauki angielskiego, bo sporadycznie udało nam się dostać odpowiedź na zadane pytanie, nawet w pizzerni w centrum miasta. Odpychające również były etykiety i informatory w języku niemieckim- czyli kompletny brak otwartości na turystów.
Hamburg tak jak ogromny tak samo piękny :) Nie mogę ukryć, że architektura zachwycająca, zaś pomysły wplatane w wielkomiejską dżunglę pięknie dodają uroku temu rozbudowanemu miastu. Zapewne żeby uwierzyć w moje słowa trzeba by zobaczyć to wszystko na własne oczy, jednak postanowiłam wam to jak zwykle uprościć i dodać kolejną galerię w albumie ;)
5 dni zleciało jak szalone, lecz czas wracać do listopadowego świata na powierzchni…
PS Nawiązując do wpisu o przedwczesnym świątecznym szaleństwie- teraz jestem pewna że przyszło to do nas z zachodu. W Niemczech święta na każdym kroku.
Otóż jak już wiadomo ukończyłam kurs nurkowania. Zabawa wciągnęła mnie dalej do tego stopnia, że postanowiłam wyposażyć się w więcej niżeli zwykłe ABC… a swoje zainteresowanie możliwe szybko rozwijać.
Zabawa zabawą, jednak już z doświadczenia wiem, że instruktor to niekoniecznie ktoś kto bezpłatnie będzie towarzyszył Ci w nurkowaniu. Sprawa podirytowała mnie na tyle, że postanowiłam sprawę wziąć w swoje ręce.
Temat jest krótki i treściwy- jako że zależy mi na nie zamykaniu swojego sezonu poszukuję partnera nurkowego tudzież ekipy z Trójmiasta, która przygarnęła by nową twarz (tudzież parę płetw). Fakt faktem doświadczenia nie mam za wielkiego, jednak to w końcu trening czyni mistrza.
Dopóki moje 7+5mm pozwoli mi nurkować, dopóty nie poddam się w tym roku kalendarzowym, więc z nadzieją czekam na odzew z jakiejkolwiek strony :)
Nawiązując do wczorajszego tematu komercji jak na złość wieczorne wiadomości zainspirowały mnie do nowego wpisu.
Komercyjne faux pa! Na Warszawskim Smyku zostało dumnie wywieszone… Wesołych Świąt! Co prawda tłumaczą się że oficjalne zapalenie lampek dopiero za 2 tygodnie, ale ozdoba i tak budzi niesmak wśród przechodniów wypytywanych przez reportera. Oficjalnie sezon na świąteczne drobiazgi w roku 2007 zaczął się mniej więcej w połowie listopada (na miesiąc przed świętami)… w tym roku sezon został oficjalnie otwarty jeszcze na koniec października!
Sama zauważyłam że świąteczna moda przybyła i na Pomorze, ponieważ w sklepach typu Selgros można już dostać wszelkiego rodzaju ozdoby choinkowe- ba, nawet “atrakcyjne” obniżki cenowe, w sam raz podchodzące pod typowy prezent choinkowy.
Rynek, rynkiem, ale gdzie smak i wyczucie w organizacji?
Ponoć sami sobie w ten sposób odbieramy ten wyjątkowy świąteczny klimat- bo czym dłużej przygotowujemy się do jakiegoś wydarzenia, okresowo powtarzanego, tym bardziej tracimy do niego entuzjazm. W końcu ten jeden jedyny dzień w roku robi się masłem maślanym, kolejnym, niekoniecznie wyjątkowym… Zaś patrząc przez pryzmat materialny, okresem w którym skupiamy się na myśli “co by tu kupić na święta”.
Zatem zgodnie z ideą świąteczny sezon na kurczaczki zacznie się tuż po nowym roku :) Brawo…