Możecie wierzyć lub nie, ale zapomniałam się. A owszem, a po obejrzeniu tej krótkiej prezentacji (w której imho za dużo tej emotowej żółcieni) wzruszyłam się, bo… byliśmy szczęśliwymi dziećmi :)
Co teraz dzieciaki mogą powiedzieć o swoich latach młodzieńczych? Spędziłem je przez komputerem, surfowałem po Internecie? Kto pamięta że kiedyś były czasy bez internetu czy telefonu komórkowego? Kto by pomyślał że dziecko mogło chodzić samo po podwórku a rodzic nie miał zielonego pojęcia gdzie jest a mimo to dwie strony były szczęśliwe.
Pamiętam jak nie raz wracało się do domu ubrudzonym od piachu z piaskownicy, zielonym od wywracania na trawie a czasami nawet poobdzieranym od płyt chodnikowych :P Osobiście zdarzyło mi się wrócić parę razy do domu z rozwaloną brodą. I co? I żyję! Nie owijano mnie poduszkami, nie wciskano hamburgerów, ani nie dopuszczano do telewizora kiedy nie leciały programy dla dzieci. Całe wakacje spędzało się bawiąc z dziećmi na podwórku, grając w klasy, skacząc w swoich czerwonych kaloszkach po każdej napotkanej kałuży. Bo kiedyś dzieci nie były z cukru ;) I nie wiedziano co to buciki Adidasa rozmiar 20. To były lata… które były najpiękniejsze i niezapomniane :)

A kto wolał rozpuszczone Vibovit niech się schowa ;) Bo przecież najlepsze było takie, które dopiero w buzi się rozpuszczało! I czekolady z okienkiem były praaaawdziwym rarytasem!
W szkole podstawowej zawsze po wf-ie chodziliśmy na oranżadę. Taką z najprawdziwszym cukrem i najszczerszymi bąbelkami! Pamiętam że kosztowała 40 gr i mało tego butelka była zwrotna.
Bawiłam się z chłopakami żelaźniakami, a z przyjaciółkami podrobionymi lalkami Barbie. Myślałam że dzieci przynosi bocian, a mnie to akurat rodzice znaleźli w kapuście :) Zabawki, nawet te zniszczone i pobladłe- one też były wspaniałe!
I kredy do rysowania nie miało się ze sklepów, lecz z rozłupanej czerwonej cegły. I w kapsle się grało, w państwa i miasta, osła…
I tak się żyło i tak można było być najszczęśliwszym i najbardziej uśmiechniętym dzieckiem na ziemi :)
Pamiętacie?
Witaj na mojej stronie! To miejsce jest moim ogródkiem, moim pamiętnikiem a czasami formą ekspresji. Jeżeli jesteś tu pierwszy raz, to zapraszam Cię do poświęcenia chwili i zostawienia komentarza. Jeżeli chcesz się dowiedzieć o mnie czegoś więcej, zapraszam Cię do strony About. Możesz też się ze mną skontaktować poprzez e-mail, IM i tym podobne. Miłej lektury!
fanatyk
13. sierpień 2008 o 12:53
My przed dorosłością mieliśmy dzieciństwo a nie “okres przystosowawczy” ;)
mrówka
14. sierpień 2008 o 10:03
Okres przystosowawczy? Brzmi groźnie.
A jak to jest że kiedyś nie było takiego zjawiska jak “wychowywanie dziecka wg poradnika” i wszyscy są jacyś… normalniejsi?
Teraz są poradniki, są nianie które ratują rodziny i tak jest jeszcze gorzej (?)
Salanee
16. sierpień 2008 o 18:15
Oj, pamiętam te czasy. Były to niewątpliwie najlepsze czasy mojego dzieciństwa. Calusieńki dzień, spędzało się na dworze, oblegało się trzepaki, wywijając na nich najróżniejsze akrobacje. Ile razy wróciłam do domu z rozbitym nosem, od złego ułożenia rąk. Podchody, zabawa w chowanego, gonitwa po bloku z piłeczką tenisową, robienie psikusów sąsiadom. Czarne piwko, na przeciwko, etc… Piaskownica, to skoki o tyczce, budowanie zamków, zabawa w cztery kąty, gra w nożyk. Trawa, to piłka nożna, gra w “palanta” etc… Kolarzyki na asfalcie i nie tylko :) Trochę tego było :)
Bardzo mnie ucieszył widok, jakże przeze mnie uwielbianego Vibovitu. Pamiętam to opakowanie, od razu przypomniał mi się ten smak, bo najlepszy, wiadomo, z torebki był :) Mama mi opowiadała, jak obraziłam się na moją doktorkę, bo już mi nie chciała przepisywać Vibovitu twierdząc, że to jest dla malutkich dzieci. Efekt był taki, że mama mnie musiała przepisać do innego doktora, bo do tamtej kobiety za nic na świecie nie chciałam iść :)
mrówka
18. sierpień 2008 o 10:04
Vibovit był na receptę? Oj chyba nie :) Wiem że do dziś dnia dostępny jest w aptekach, z tym że w zupełnie innym opakowaniu ;)
A odbijanie piłek o blok było nagminne. U nas nawet takie tabliczki poprzyczepiali zakazujące odbijanie piłek o ściany… bo w sumie mieć darmową nawalankę po parę godzin dziennie to faktycznie przesada ;)