Pamiętam jej wypieki… specjałem była drożdżówka z kruszonką, z której wiecznie wydłubywałam rodzynki. Pamiętam jej gościnność- nie można było przyjść na chwilkę i od tak uciec. I na obiad często był kurczak w białym sosie z marchewką. Pamiętam, że jak kiedyś byłam chora z bratem to przyjechała leczyć nas swoimi różanymi herbatkami, których nie znosiłam. Pamiętam spacery po bulwarze i zbieranie muszelek, którymi później rzucało się w sąsiadów z jej balkonu :) Pamiętam jak opowiadała o dziadku i o tym jak się martwi o tatę i wujka. I zawsze się pytała co się dzieje i u kogo. I chociaż czasami owinęłaby nas dziesięcioma szalikami to i tak była wspaniałą babinką, którą wszyscy kochali.

Dziś się nią pożegnałam…