Jako ze ostatnio zdarza mi się odwiedzać Warszawę coraz częściej, postanowiłam wspomnieć tu i o niej…
Jako że pochodzę z miasta gdzie populacja sięga coś około 250 tyś. mieszkańców, nie spodziewałam się AŻ tak diametralnego przejścia w „inne środowisko”. No cóż, nie mogę ukryć, że stolica za pierwszym razem wywołała u mnie przerażenie. Zbyt wiele wysokich budynków w centrum było nie tyle co przytłaczające, lecz nie dawało mi to poczucia swobody i otwartości jaką zazwyczaj czuję na ulicach swojego miasta. „To duże i świecące” oczywiście wywiera dobre wrażenie- ale niestety tylko nocą, gdyż imho jak na stolicę jest to zbyt szary budynek. Jak wiadomo w centrum nie brakuje różnorodności architektonicznej, jednak stawianie coraz to nowocześniejszych budowli koło starych kamienic jest zamachem na imię estetyki- co najmniej!
Życie
Kompletnie nie jestem przyzwyczajona do trybu- śniadanie na mieście, kawa w kawiarni, a obiad można zamówić. No oczywiście zdarzało się z lenistwa zamówić coś na wynos… podkreślam zdarzało. Na co dzień kieruję się jedną prostą, studencką zasadą- widząc dwa produkty o identycznych wartościach odżywczych wybieram ten zdecydowanie tańszy. Tak w tym momencie chciałam napisać, że życie w Warszawie jest dla mnie teoretycznie droższe od tego, które prowadzę tu o jakieś 50%.
Oczywiście jest masa ciekawych miejsc, do których warto się wybrać. Jednak istnieje też miejsce, którego nigdy nie zrozumiem- rondo w palmą ;)
Łazienki oczywiście urzekają, zaś budynek na Wiejskiej w cale nie jest taki duży jak to się wydaje w telewizorni. W centrum nie brakuje tradycyjnie chińskich restauracji (chwała jemu za to!), zaś nocny kebab to dobre rozwiązanie po małych szaleństwach.
Wyobraźcie sobie, że znalazł się tam nawet las! No tak, ale przy pierwszym podejściu wejścia do niego wyrósł na drodze wielki płot i kilka budynków. Fiasko!
Z kolei jestem zachwycona okolicznymi kawiarenkami. Najmilej wspominam nastrojowe Cafe Blikle oraz bardzo klimatyczne Pożegnanie z Afryką… ale o tym będzie gdzie indziej ;)
Kultura
No i tu zacznie się ‘ale’. Po pierwsze ludzie starsi w ogóle nie wiedzą co to znaczy kultura! Tak moje drogie dzieci, najpierw wysiada się z tramwaju, a jak już wszyscy wysiądą to dopiero się wsiada. Ciekawy efekt kiedy w pojeździe jest dość tłoczno. Przepychanie, deptanie i niestandardowe odzywki… a spodziewać by się tego można po społeczeństwu młodszym.
Po drugie… życie w katakumbach. Jak dla mnie toczy się tam zupełnie inne, rządzące swoimi zasadami. Nie ukrywam, najbardziej zabawna jest Księgarnia z odżywkami. Tego w stolicy nie mało :)
Oczywiście jak to w dużych miastach bywa to różnorodności kulturowej nie brak. O czym nikogo przekonywać się muszę.
Na do widzenia
Mimo wszystkiego co wyszło na złe, to bardzo miło spędza się czas w Warszawie. Co prawda brakuje spacerów po plaży i dreptania po molo, jednak w każdym mieście, na swój sposób, można przyjemnie spędzić wolny czas. Czasami tęskni się za widokiem Nowego Świata sympatycznie ozdobionego lampkami, czy za głosem pana z metra tak wymownie mówiącego „Ratusz Arsenał” ;)
Mam nadzieję, że mój krótki opis nikogo nie zniechęcił do warszawskich okolic centrum.
Zaś wielkość powyższej rozpiski wynika jedynie z braku czasu… a jak przerwę to nigdy nie skończę ;)
Witaj na mojej stronie! To miejsce jest moim ogródkiem, moim pamiętnikiem a czasami formą ekspresji. Jeżeli jesteś tu pierwszy raz, to zapraszam Cię do poświęcenia chwili i zostawienia komentarza. Jeżeli chcesz się dowiedzieć o mnie czegoś więcej, zapraszam Cię do strony About. Możesz też się ze mną skontaktować poprzez e-mail, IM i tym podobne. Miłej lektury!
dagoolka.bloog.pl
7. luty 2008 o 15:44
Mnie osobiście na pierwszy rzut oka przerażała nieco perspektywa krążenia po Dworcu Centralnym, z jego niekończącą się ilością wyjść z różnej strony ;)
Na szczęście poczułam się bezpiecznie w towarzystwie rodowitego Warszawiaka, który pomógł mi oswoić tego demona ;)
Samą stolicę ledwie musnęłam.
W autobusach tłoczno, to fakt, ale znośnie.
Osobiście nie zetknęłam się z nie kulturalną starszyzną, jedynie pan kierowca był jakiś nadpobudliwy,
nerwowo zmieniał biegi, wprawiając pojazd w spazmatyczne drgania. Jada bez 3manki wykluczona :D
Okolice Sadyby piękne, zielono i zacisznie.
I takiej Warszawy zasmakowałam, i taką mam w sercu ;)
brt12
7. luty 2008 o 16:20
Się jeździło nocnymi, co? Hehehe…
A na mnie największe wrażenie robi w Warszawie zawsze fakt, że mimo iż niby duże miasto, to praktycznie wszędzie gdzie potrzebuję, mogę się dostać w 15minut… pieszo. Ach :)
mrówka
7. luty 2008 o 17:56
To są plusy Śródmieścia :) Chociaż zapomniałam napisać o minusach typu… dwa kościoły na Muranowie, które nie dają spać już od 5!!!
qbeu
7. luty 2008 o 22:54
Zawsze, ale to zawsze jak ktoś spoza Warszawy jedzie metrem, to zwraca uwagę na to “Ratusz - ArsenaŁ” ;)
Do tramwajowych (i, niestety, nie tylko..) babć trzeba się przyzwyczaić, po jakimś czasie to się robi nawet śmieszne, a jak się ma zły humor, to można się wyżyć ;]
A co do lasów to jest niejeden (bliżej Centrum, dalej od Centrum, ale są i to całkiem fajne :))
Miłego warszawienia się :)
Daga
12. luty 2008 o 18:56
dzięki za informację o TLK :)
Udało mi się w sobotę, zupełnie spontanicznie, skorzystać z tej opcji i wybyć do stolicy na 2 dni, ech.. :)
mrówka
12. luty 2008 o 22:49
Miło mi to słyszeć :)